Dla przykładu, wszyscy pamiętamy igrzyska olimpijskie w Chinach. Z zażenowaniem słuchałem niektórych polityków i innych przedstawicieli życia publicznego, którzy nawoływali do „bojkotu reżimu, który łamie prawa człowieka”. Zatrzymajmy się tu na chwilę. Czy mamy do czynienia z tzw. reżimem? Chyba tak, choć politologiem nie jestem. Czy łamane są tam prawa człowieka? Raczej tak i wiem coś o tym z mojej praktyki obejmującej choćby reprezentację uchodźców z tego kraju. Dlaczego zatem nie powinniśmy bojkotować? Ano dlatego, że po pierwsze nasz bojkot nic nie zmieni. Po drugie, bo Chiny stanowią potęgę gospodarczą, która jest zainteresowana (i robi to naprawdę fenomenalnie) ekspansją zagraniczną, a Polska z kolei, ze względu na swoje położenie geopolityczne, jest, a przynajmniej powinna być bramą pomiędzy Europą starającą się złapać oddech a coraz potężniejszą gospodarczo Azją. Po trzecie, bo są inne sposoby na walkę o prawa człowieka, niż bojkotowanie igrzysk olimpijskich, wizyt tamtejszych dostojników, czy też imprez biznesowo-towarzyskich, organizowanych co prawda tylko i wyłącznie „ku czci”, ale jednak mogących w dłuższej perspektywie przynieść znacznie więcej dobrego niż paradowanie z transparentami pod placówkami dyplomatycznymi.
Po pierwsze zatem, skupmy się na robieniu biznesu. Osoby, które prowadzą interesy z Chińczykami wiedzą jak długotrwałym procesem jest budowa wzajemnego zaufania. Kiedy wypali nam pierwszy, drugi i kolejny interes, wtedy dopiero rozpocznijmy lobbing na rzecz praw człowieka. Co natomiast radzić politykom? Równoległość działań. Z jednej strony absolutne poświęcenie w zakresie nawiązywania współpracy gospodarczej, z drugiej zaś strony umiejętne (nie będę przecież uczył zawodowych dyplomatów jak to robić) lobbowanie na rzecz wprowadzenia pełnej praworządności.
Aby nie być gołosłownym pochwalę się przykładem wziętym z mojej praktyki. Nie chodzi o Chiny, lecz o Kazachstan, porównywalny jednakowoż z Państwem Środka zarówno jeśli chodzi o poziom łamania praw człowieka, jak również o genialny sukces ekonomiczny. Doskonale potrafimy od kilkunastu miesięcy łączyć reprezentację naszych klientów (niedawno otworzyliśmy nawet oddział w Ałmaty) z walką o prawa człowieka i obywatela (dzięki naszym działaniom nie tylko kilkukrotnie zablokowaliśmy ekstradycję tamtejszych opozycjonistów, ale przede wszystkim byliśmy współautorami sukcesów polegających na wydaniu kilku dyrektyw Parlamentu Europejskiego wywierających nacisk na władze Kazachstanu w zakresie traktowania przez nich opozycji). Jedna z najmądrzejszych (tylko z pozoru brzmiąca cynicznie) zasad dyplomacji nakazuje żeby trzymać blisko swoich przyjaciół lecz przeciwników jeszcze bliżej. To racjonalne podejście. Więc jeżeli już uznamy Kazachstan lub Chiny za wroga praw człowieka – wciągnijmy ich w biznesowe relacje.
