Niekonstytucyjność przepisów to standard?

Trybunał Konstytucyjny ma bardzo dużo pracy. Nie ma w zasadzie jednego tygodnia, aby media nie donosiły o kolejnym posiedzeniu TK, na którym stwierdzono niezgodność określonych przepisów z Ustawą Zasadniczą. Dlaczego tak się dzieje?

Jako ekspert Business Centre Club oraz legislator z wieloletnim doświadczeniem, biorę regularnie udział w posiedzeniach komisji sejmowych, grup roboczych w resortach oraz innych posiedzeniach, w trakcie których decydowany jest kształt obowiązującego prawa. Wspólnie z innymi prawnikami przygotowujemy projekty aktów prawnych, opiniujemy powstałe założenia oraz dyskutujemy o jakości polskiego prawa próbując przekuć dobre pomysły na efekt w postaci aktu prawnego. „Próbujemy” to jest bardzo dobre określenie, najczęściej w pełni oddające nasze działania. Włos się bowiem jeży na głowie gdy spojrzy się niekiedy na ostateczną wersję przygotowaną przez legislatorów powiązanych bezpośrednio z organami władzy. Przykładem może być słynna już ustawa o działalności leczniczej. Projekt był świetny, niestety ostateczna wersja autorstwa tęgich głów z ośrodka władzy wzbudziła szok niechlujstwem i beztroskim podejściem do instytucji prawnych, które przecież z założenia powinny być precyzyjne. Wspomnieć choćby wystarczy, iż w ustawie uregulowano z jednej strony ogólne definicje i pojęcia (wprowadzając przy okazji duży bałagan, wszyscy na pewno pamiętamy dyskusję, co jest a co nie jest podmiotem leczniczym), a z drugiej strony takie zagadnienia jak postępowanie ze zwłokami osoby zmarłej w szpitalu (co powinno być przecież uregulowane aktem niższego rzędu niż ustawa).



Najczęściej naruszane fundamentalne zasady konstytucyjne to, obok zasady równości, wszystkie reguły wynikające z postulatu (bo tak tylko można to określić patrząc co się dzieje w praktyce) demokratycznego państwa prawa. Chodzi zatem o zasadę pewności i przejrzystości prawa, poprawnej legislacji, właściwie długiego okresu vacatio legis i in. Nic dziwnego, że Trybunał Konstytucyjny ma bardzo dużo pracy.

W ostatnim czasie pojawiły się kolejne kwiatki, tym razem na gruncie prawa farmaceutycznego, gdzie polski ustawodawca próbuje (jak w dowcipie) popsuć wszystko, nawet coś, czego wydawałoby się, popsuć się nie da.

Nowelizacja prawa farmaceutycznego z 27 września 2013 r. dodała regulację, która przewiduje, że organy inspekcji farmaceutycznej będą uprawnione do przeprowadzenia niezapowiedzianej inspekcji lub kontroli działalności gospodarczej, na którą zostało wydane zezwolenie, jeżeli stwierdzi, że istnieje podejrzenie nieprzestrzegania wymogów określonych w ustawie. Jest to modelowy przykład naruszenia zasad prowadzenia kontroli działalności gospodarczej, jak również nieuprawnione ograniczenie swobody prowadzenia takiej działalności. Na szczęście zainteresowany problemem został już Prezydent, do którego skierowana została prośba o złożenie stosownego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego.

Podobne pożary można gasić jednak już wcześniej. W tej chwili na etapie konsultacji społecznych jest kolejny „genialny” pomysł. Oto w ustawie Prawo farmaceutyczne planuje się wprowadzenie regulacji, „dzięki” której Główny Inspektor Farmaceutyczny będzie mógł wyrazić sprzeciw wobec zamiaru wywozu za granicę leku biorąc pod uwagę „istotność danego produktu dla zdrowia publicznego” lub „dostępność odpowiedników”. Ogólność tych sformułowań, a przede wszystkim brak jakichkolwiek doprecyzowujących definicji legalnych, powoduje, że już na przysłowiowe „dzień dobry” regulacja taka sprzeczna jest z zasadą określoności prawa. Propozycja ta będzie także uderzać w konstytucyjną swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie zbywania własnych towarów i usług oraz w zakresie decydowania o obszarze swej działalności. Naruszona zostanie także zasada proporcjonalności oraz zakaz dyskryminacji, nie wspominając już o, co stało się standardem w naszym porządku prawnym, niezgodności z prawem Unii Europejskiej.

Ustawodawco – zgaś ten pożar już na samym początku!
Trwa ładowanie komentarzy...