O autorze
mec. Jacek Świeca, radca prawny Partner zarządzający w Kancelarii Prawnej Świeca i Wspólnicy sp. k. Specjalizuje się w prawie medycznym, handlowym oraz międzynarodowym. Wykładowca na seminariach i szkoleniach. Opracowuje i opiniuje projekty aktów prawnych dla Rzecznika Praw Obywatelskich, Pełnomocnika Rządu ds. Równości, Kancelarii Prezesa Rady Ministerstw, Kancelarii Prezydenta RP oraz większości resortów. Minister ds. prawa gospodarczego w Gospodarczym Gabinecie Cieni Business Centre Club, członek Zespołu Konsultacyjnego przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Aktywny działacz społeczny.

Jak łatwo zostać artystą…

Pamiętam jak głębokie wrażenie wywarła na mnie informacja, jakoby Leonardo da Vinci nie tylko tworzył jeden ze swoich najsłynniejszej obrazów „Ostatnia Wieczerza” przez 3 lata, ale też bardzo pieczołowicie starał się uwypuklić wygląd każdej z postaci widniejącej na tym fresku, czego najlepszym przykładem są jego poszukiwania żyjących ówcześnie osób, które, zdaniem Mistrza, najbardziej przypominać miały poszczególnych apostołów. Podobne wrażenie odnoszę słuchając „Requiem d-moll KV 626” Mozarta wiedząc przy tym, że tworzył tę mszę żałobną będąc ciężko chorym i przekonanym, że tworzy requiem na własną śmierć. Patrząc na wybitne dzieła malarstwa, muzyki i innych dziedzin sztuki, chylę czoła przed geniuszem tych prawdziwych artystów i drobiazgowością, z jaką dopracowywali każdy szczegół.

Dzisiaj wystarczy znacznie mniej pracy, aby można było nazwać się artystą. Skąd ta teza? Z uważnej obserwacji czegoś co nazywa się „sztuką współczesną”. Nie znam jej dobrze i z góry przepraszam wszelkich znawców, jeśli pisać tutaj będę tylko o marginalnym wycinku, podczas gdy większość prac współczesnych to być może dzieła wybitne. Uwagę jednak zwracają te utwory, o których głośno. A dlaczego głośno? Poprzez wywołany skandal. Powstaje pytanie czy gdyby nie skandal to w ogóle ktokolwiek o owych artystach by słyszał.
Na czym polega skandal? Przepis jest bardzo prosty, wystarczy wziąć na warsztat symbol religijny i umieścić go w konfiguracji z czymś, co według ogólnie przyjętych reguł, delikatnie rzec ujmując, nie pasuje, nie przystoi do koniunkcji z tymże symbolem. Wszyscy z całą pewnością pamiętają instalację penisa na krzyżu pewnej artystki, darcie Biblii przez pewnego wokalistę, czy też ostatnio nagłośnione obmacywanie się nagiego mężczyzny z figurą ukrzyżowanego Chrystusa. Być może wszystkie te osoby jakimiś innymi swoimi dziełami, o których jako laik w tym zakresie nie słyszałem, wniosły duży wkład w polską sztukę, nie upieram się i nie twierdzę, że nie. Znane są jednak opinii publicznej tylko z powyższych aktywności. Nie chcę tutaj absolutnie rzucać haseł w stylu „jak jest taki odważny to niech podrze Koran, albo obmacuje się z figurą Buddy”, gdyż brzydzę się licytowaniem która religia, wyznanie lub pogląd duchowy jest ważniejszy (zgadzam się tutaj absolutnie z naszą Konstytucją, która daje każdemu wolność sumienia i religii). Znamienne zresztą jest, że obmacywanie rzeźby Chrystusa wywołało oburzenie m.in. polskich muzułmanów.
Uważam po prostu, że kontrowersyjne od strony prawnej jest ukazywanie jakichkolwiek symboli religijnych w konfiguracjach, które urazić mogą dowolnego członka dowolnej grupy wyznaniowej począwszy od chrześcijan, poprzez buddystów, przedstawicieli islamu, i wszystkich innych (byleby tylko nie miały w swoich założeniach krzywdzenia innych ludzi) kościołów i związków religijnych z Kościołem Latającego Potwora Spaghetti włącznie. Od strony zaś artystycznej, no cóż… Śmiać się można z Kazimierza Malewicza, że jego słynny „Czarny kwadrat na białym tle” także nie jest sztuką. On jednak wpadł na jakiś pomysł i był z nim pierwszy, a przy okazji niczyich uczuć nie uraził. Obecnie jednak chyba wystarczy po prostu wywołać skandal, aby uznać się za członka grupy artystów.
Dokąd zmierzasz sztuko?
Trwa ładowanie komentarzy...